Emigracja -9-
Zmieniam pracę. Włoch już przeszedł samego siebie. I tak wytrzymałam tam nadzwyczaj długo. Cały miesiąc. Miesiąc patrzenia na jego tłustą twarz i słuchania jego obleśnych żartów. Sprzątania talerzy, zbierania zamówień. Dosyć. Co ciekawe, odkryłam w sobie nową cechę, potrafię maksymalnie dostosować się do warunków. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Trochę przypomina to zachowanie karalucha. Jest źle, ale myślisz sobie, „kurcze przecież zawsze może być jeszcze gorzej. A co jeżeli nie znajdę pracy. Przecież tyle ludzi nadal bezowocnie poszukuje zajęcia.” Dopiero kiedy, było tak źle, że stwierdziłam, że po prostu dłużej nie dam rady, że już lepiej będzie jak wrócę do kraju, wzięłam się w garść. No cóż lepiej późno niż wcale. Co ciekawe bardzo szybko znalazłam nowe zajęcie. Pamiętam, że szłam ulicami promenady już totalnie załamana, a dodatkowo zmoczył mnie deszcz i miałam wszystkiego serdecznie dosyć. Weszłam do jakiejś małej knajpki i standardowo rozpoczęłam rozmowę. Zaczęłam opowiadać dlaczego chcę zmienić pracę, o zaczepkach i niedwuznacznych propozycjach mojego byłego szefa. O krzyku i stresie. Na koniec powiedziałam, że jeżeli nie znajdę pracy to wracam pod koniec tygodnia. I wyszłam za kilka dni do mnie zadzwonili. Okazało się, że facet z którym rozmawiałam, jest współwłaścicielem drugiej całkiem sporej restauracji, która nazywa się Red Marakesh. Marokańska kuchnia. Żeby było śmieszniej, zgadnijcie, kim był kucharz w tradycyjnej marokańskiej restauracji? Oczywiście pracował tam Polak. Pracuje tam jeszcze dwójka Polaków: Kasia jest kimś w rodzaju menadżera, a jej brat Przemek zajmuje się sprzątaniem i pomaga w kuchni. Wydają się bardzo sympatycznymi ludźmi. Kasia mieszka w Edynburgu już kilka lat. Wyjechała z Polski zaraz po licencjacie z biologi. Kręciła się trochę tu, trochę tam, w końcu zaczęła pracę w tej restauracji. I została. Oczywiście myśli o powrocie, ale chyba już zbyt wrosła w tą rzeczywistość.
Your Comment